Sernik z malinami na czekoladowym spodzie

Uwaga uwaga :) z okazji narodzin bloga (ale z lekkim opóźnieniem:P) prezentuję sernik z malinami na czekoladowym spodzie :)

Pomyślałam sobie - skoro już zebrałam się do stworzenia kulinarnego bloga to należy to uczcić! :) zwłaszcza, że jest sezon owocowy - należy go wykorzystywać w każdy możliwy sposób, bo w zimie będziemy za tym tęsknić i nawet mrożonki nam tych owoców prosto z drzew i krzaczków nie zastąpią!

Poprosiłam Męża, aby zerwał mi trochę malin i upiekłam malinową rozpustę (przepis wkrótce na blogu), bo u mnie w domu wszyscy się tym ciastem rozkoszują odkąd upiekłam po raz pierwszy. I ja się nie dziwię - też go tak wielbię, że mogłabym na raz zjeść prawie całą dużą blachę! :) i to nie jest żart :D

No ale do brzegu - upiekłam malinową rozpustę, ale malin mi zostało, Mąż mi nie żałował i sporo zerwał :) dlatego korzystając z okazji zamiast tortu przygotowałam sernik z malinami :)

Mój pierwszy - pieczony - sernik. I jestem zadowolona i dumna z siebie! W smaku - rewelacja, to znaczy: mięciutki, delikatny, puszysty, kremowy i do tego owocowy - rozkosz na me podniebienie :)
Zachwalam swój kolejny wypiek - wiem :) ale jak nie zachwalać jak coś tak smakuje? :)
Ale co by nie było, że jestem doskonała (bo daleko mi ;P ) to powiem co w nim wyszło nie tak - otóż w natłoku spraw (dokładniej to Córcia wzywała do siebie) spód w piekarniku siedział chwilę za długo (ale też i ja blondynka, bo piekarnik zawsze nagrzewam na obu grzałkach i wkładając go zapomniałam przełączyć na samą dolną). Smaku to sernikowi nie ujmowało, bo przecież nie je się osobno każdej warstwy (no chyba, że ktoś ma takiego fisia:P), a wszystkie razem - stąd pomimo tego nikt nie narzekał :)
A jeszcze coś - delikatnie mi opadł ;) ale tak mało, że jak na mój pierwszy pieczony sernik to i tak sukces :) widziałam dużo gorsze :P a mam nadzieję, że z każdym następnym będzie już tylko lepiej :)


Składniki:

Czekoladowy spód:
3/4 paczki ciastek typu pryncypałki
2/5 kostki masła

Masa serowo-kremowa:
500g twarogu 
375g serka mascarpone
4 jajka
50 ml śmietany 30%
1 budyń o smaku malinowym
1 cukier wanilinowy
1/2 szkl. cukru
1 łyżka mąki pszennej

Dodatkowo:
maliny (około pół koszyczka)

Sposób przygotowania:

Ciasteczka czekoladowe drobno kruszymy (ja je wkładałam połamane do woreczka i traktowałam tłuczkiem do mięsa). Masło rozpuszczamy na gazie (nie doprowadzając do zagotowania!), dodajemy ciastka i mieszamy do połączenia. Masą wylepiamy dno tortownicy (26cm). Zapiekamy około 7-10 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni (najlepiej na samej grzałce dolnej, żeby wierzch się nie przypalił). Studzimy.
Kilka malin (około 5-7 sztuk) rozcieramy na sitku, aby uzyskać mus bez ziarenek. Twaróg i serek mascarpone krótko miksujemy, dodajemy budyń malinowy, mąkę i cukier wanilinowy i ucieramy na gładką, puszystą masę. Cały czas miksując wsypujemy powoli cukier i dodajemy po 1 jajku. Na koniec ostrożnie wlewamy śmietanę i 1 łyżkę musu malinowego - ponownie miksujemy do połączenia.
Na ostudzony spód wylewamy 1/3 masy serowej, rozrzucamy po kilka malin, wylewamy kolejne 1/3 masy, rozrzucamy pozostałe maliny, na wierzch wylewamy resztę masy. 
Pozostałym musem malinowym robimy kropki na wierzchu i za pomocą wykałaczki tworzymy wzorki - serduszka, esy-floresy lub co nam tylko przyjdzie do głowy. 
Całość wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni (tylko grzałka dolna), pod ciasto wkładamy brytfannę wypełnioną wodą. 
Pieczemy około 20 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 120-125 stopni i pieczemy jeszcze 1.5 godziny. 
Po upieczeniu wyłączamy piekarnik, ale nie otwieramy przez 10-15 minut. Następnie uchylamy drzwiczki i pozostawiamy na 20 minut. Sernik ostrożnie wyjmujemy z piekarnika, studzimy. 
Ostudzony można od razu kroić lub włożyć do lodówki, żeby bardziej stężał - ja nie zdążyłam, bo znikał w szybkim tempie :) 

UWAGA: sernik podczas pieczenia bardzo rośnie w górę, dlatego jeśli mamy specjalną obręcz do tortów warto ją założyć, żeby nam nie "wyszedł" na boki. Lub tak jak ja - wyłożyć brzegi tortownicy paskiem papieru do pieczenia szerszym niż nasz brzeg (ja papier dałam też na dno - rozpięłam formę, wyłożyłam dno, zapięłam, po czym ponownie lekko rozpięłam i wsunęłam pasek wzdłuż brzegu - po zapięciu ładnie się trzymał na bokach formy). 




 

Zobacz także:

0 komentarze

Dziękuję za wizytę i każdy pozostawiony komentarz :)
Spodobał Ci się wpis? Udostępnij go! :) niech inni również zobaczą :)

Przygotowałeś potrawę wg mojego przepisu? Prześlij zdjęcie na adres e-mail: kolorowyprzepisownik@gmail.com, a ja umieszczę je na blogu :)

Instagram